Gdzie są moje klucze? Szukam ich od dziesięciu minut. Może nawet piętnastu. Nie mam pojęcia, gdzie je zapodziałam i zaraz mnie przez to szlag trafi.
GDZIE SĄ TE CHOLERNE KLUCZE?
Podchodzę znowu do drzwi i łapię za klamkę.
Zamknięte.
Wiem, że nie da się ich otworzyć, bo sama je zamknęłam na klucz. Zawsze tak robię, bo nienawidzę używać zasuwy – prawie za każdym razem się zacina i potem muszę walczyć pół godziny, żeby ją odblokować. Dlatego zamykam drzwi kluczami od środka, ale teraz nie mogę ich znaleźć, a potrzebuję wyjść. Zaraz spóźnię się do pracy. O matko.
Gdzie ja je położyłam? Zawsze zostawiałam je włożone w zamku, po to, żeby ich nie zapodziać gdzieś w mieszkaniu. Chryste, jaka ja jestem roztrzepana. Jak mogłam zgubić klucze do drzwi we własnym mieszkaniu? Komedia.
Dobra, na spokojnie. Zamykam oczy i przypominam sobie, co dzisiaj robiłam. Ciężko mi to jednak idzie. Która jest w ogóle godzina? Rozglądam się po mieszkaniu i zastanawiam, gdzie się podziały wszystkie zegary? Czy ja w ogóle mam jakiś czasomierz w mieszkaniu? Chyba odzwyczaiłam się od sprawdzania godziny w starodawny sposób. Zawsze przecież gdzieś widać godzinę.
Chwila. Staję w miejscu.
Gdzie