najszybciej się stąd wydostać. Mam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Nawet nie jestem już pewna, że idę w dobrą stronę. Pieprzę tą robotę, ten dzień i całą rzeczywistość. Na serio.
Ktoś coś krzyczy. Mamo?
Słyszę kogoś w oddali. Drze się jakaś kobieta. Chyba woła swoją matkę. Jej głos robi się głośniejszy i bardziej wyraźny. Zbliża się. Olewam ją i wznawiam marsz, ale już na wyższym biegu.
MAMO! – Słyszę za plecami. Do kogo ta babka się tak drze? Wolę się nie odwracać. To nie moja sprawa. Niech sobie szuka mamuśki, byle by mi dała spokój.
– Mamo, stój!
O co jej chodzi? Do kogo się zwraca? Oprócz nas nie ma nikogo innego na tej ścieżce. No chyba, że nie dowidzę i gdzieś w krzakach czai się jakaś babka.
– Stój! – krzyczy mi za plecami, łapie moje ramię i obraca do siebie.
– Zostaw mnie! – warczę wyrywając ramię z jej uścisku. – Czego ode mnie chcesz?
Kobieta ma na oko dwadzieścia parę lat. Musiała mnie z kimś pomylić. Nie sądzę, żebym od tyłu wyglądała na starą babę, ale może mam do czynienia z debilką.
– Mamo, proszę.
O co jej, kurwa, chodzi? Zaraz mnie szlag trafi.
– Chodź – mówi.
–