Zapominalska — strona 6 z 19

Autobusy jeżdżą co dziesięć minut, więc zaraz jakiś powinien przyjechać. Przestaję z nogi na nogę. Z ust co chwilę bucha mi para. No, gdzie on do cholery jest? Może coś się stało i musiał zawrócić? Może zmienili harmonogram? Nie wiem, ile minęło czasu, odkąd przyszłam, ale stoję tu zdecydowanie za długo. Po drugiej stronie ulicy idzie jakaś parka. Młodziaki. Patrzą na mnie, a potem zaczynają się śmiać i przyspieszają kroku. Debile.

A walić to! Nie będę tu stać jak idiotka. Na pewno coś jest nie tak. Idę z buta. Już pewnie jestem spóźniona, więc co za różnica? Przynajmniej się rozgrzeję.

Droga prowadzi wzdłuż parku, a potem odbija w lewo. Chodnik ciągnie się dalej prosto, na leśną ścieżkę. Muszę przejść pomiędzy drzewami, żeby dojść do kolejnego przystanku. Upycham ręce w kieszeniach i wciskam szyję w kołnierz. W głowie, co chwilę błyska mi wizja ciepłego łóżka i kubka z parującą herbatą. Mogłabym teraz leżeć w sypialni i gapić się na tą szarówkę przez okno, borykając się jedynie z opadającymi powiekami. Tylko o tym teraz marzę. Kiedy wchodzę na ścieżkę robi się jakoś ciemniej. Wygląda to tak, jakby już zbliżał się wieczór, a przecież dopiero co rozpoczął się poranek.

Na ulicy jakoś pusto. Zanim docieram do przystanku mija mnie jedynie parę samochodów. To dziwne, bo zawsze o tej porze był spory ruch. Przez chwilę nawet przychodzi