Zapominalska — strona 5 z 19

na pewno się pani nie spóźni – oświadcza rozbawionym tonem.

Mrużę na nią oczy, a potem przyspieszam kroku. Dziwna baba. Pal ją licho, lecę dalej.

Dochodzę na przystanek. Z ust bucha mi para. Pocieram ręce. Cieniutka kurteczka, którą założyłam przed wyjściem, nie spełnia się za bardzo w swojej roli. Każdy podmuch wiatru ślizga mi się po skórze na plecach, wzdrygając całe ciało. Przyspieszam jeszcze bardziej kroku, chociaż i tak już prawie biegnę.

Widzę w oddali przystanek, wciąż jeszcze doświetlony promieniami latarni. Niebo przypomina kolorem metalową płytę. Podchodzę do tabliczki z rozkładem jazdy i wyciągam dłoń głęboko utkwioną w kieszeni.

Jezu, ale jest zimno.

Odsłaniam nadgarstek spod rękawa. Cholera. Zapomniałam zegarka. Klepię się po tyłku. No tak – telefonu też nie mam. Fantastycznie. To będzie na pewno udany dzień. Już to widzę. Zastanawiam się, czy nie wrócić po prostu do domu i schować się pod kołdrą. Uciec z pola walki. Zdezerterować. Mogłabym zadzwonić do pracy i ściemnić, że jestem chora. Coś mnie dopadło i nie mogę dzisiaj przyjść.

Wydaje mi się, że mam jeszcze jeden dzień urlopu na życzenie. Moje lenistwo klepie mnie po plecach, a potem mocno ściska i ciągnie w stronę domu. Duma jednak zamraża mnie w bezruchu. NIE JESTEM AŻ TAK LENIWA.