Wracamy na chodnik. Potem idziemy wzdłuż parku w stronę, z której przyszłam. Nie odzywamy się ani słowem. Nadal nie wiem, co powiedzieć. Dziewczyna wydaje się być wkurzona. Nie chcę jej jeszcze bardziej denerwować. Nie mam zielonego pojęcia, skąd ma moje klucze i jak dowiedziała się o tym, gdzie mieszkam. Próbuję sobie to jakoś ułożyć w głowie. Posklejać w całość. W ogóle mi to jednak nie idzie. Dobra, spokojnie. Niech mnie odprowadzi do mieszkania, a potem zastanowię się, co dalej.
Spoglądam w niebo. Mam wrażenie, że robi się ciemniejsze. Docieramy na moje osiedle, a potem pod mój blok. Dziewczyna cały czas prowadzi. Zdaje się, że doskonale wie, gdzie mieszkam. Wchodzimy schodami pod drzwi. Otwiera je kluczem z pęku, który mi pokazała w parku. Wchodzimy do środka.
Nie odzywam się słowem. Dziewucha robi mi herbatę pomimo tego, że ją wcale nie prosiłam. Wie doskonale, co i gdzie leży w szafkach.