Lotnik — opowiadanie

Co myśli facet, przelatując przez maskę rozpędzonego samochodu?

Dlaczego ja?

Pokonywał tę trasę prawie każdego dnia. Znał jej każdy zakręt. Każde skrzyżowanie. Wszystkie alejki i skróty przez trawniki. Drzewa. Powyginane kosze na śmieci. Dziury w asfalcie wypełnione wiecznymi kałużami.

Dlaczego akurat dzisiaj?

Przecież było zielone. A może już nie? Może zdążyło się zmienić, kiedy wszedł na pasy.

Gość przechodzi przez to przejście każdego dnia, mniej więcej o takiej samej godzinie, przez pięć czy sześć lat. Zero problemów. Żeby chociaż raz ktoś gwałtowniej przyhamował. Żeby ktoś przejechał mu tuż przed nosem. Może by zrozumiał, że w końcu musiało się coś przydarzyć. Słyszał o różnych wypadkach. Tu kogoś potrącili, tam się zderzyli, tam jeszcze na kogoś najechali, ale co go to właściwie obchodziło? Wiadomo, że gdzieś ciągle coś się dzieje. Wypadki przydarzają się bez przerwy. Ważne, że nic takiego nie przydarzyło się mu.

Do czasu.

Co sobie myśli taki nieszczęśnik? Że nie zasłużył? Że to nie jego wina? Że przecież uważał? Na tym właśnie polegają nieszczęśliwe przypadki. Nie mają przyczyny. Po prostu się dzieją. Takie życie.

Właśnie to mówię negocjatorowi.

– Czy pan wie, co oni mi tam zrobili? – pytam.