Lotnik — strona 3 z 20

żadnej z nich. Wziąłem lekki wdech. Głębszy coś blokowało. Moje nogi nie były grube tylko zatrzaśnięte w twardym gipsie. Wisiały bezwładnie pod innymi kątami. Jedna wykrzywiona odrobinę w lewo, druga idealnie wyprostowana. Próbowałem przechylić głowę, ale była usztywniona. Śledząc oczami, jakbym podążał za niewidzialną muchą, badałem swoje położenie. Moje ręce nie miały się lepiej niż nogi. Próbowałem poruszać palcami, ale nic się nie działo. Nic nie czułem. Może się trochę ruszały, ale miałem wrażenie, jakby w ogóle nie istniały.

Próbowałem wziąć głębszy wdech, ale byłem zamurowany z każdej strony w gipsowej trumnie. Swędział mnie brzuch. Piekły kolana. Ściekające po plecach krople potu łaskotały skórę.

Nie mogłem w to wszystko uwierzyć.

– Halo – krzyczałem, ale nie słyszałem żadnego dźwięku. Nie wiedziałem czy mogłem w ogóle otworzyć usta. Moja twarz była sztywna. Nie mogłem nabrać powietrza do płuc.

– Halo! – Spróbowałem ponownie. – Jest tu ktoś? – Odbiło się echem w mojej głowie.

Cisza. Jedynym dźwiękiem był szelest powietrza przeciskającego się przez moje nozdrza. Oddychałem jakbym skończył maraton. Przeskakiwałem spojrzeniem z prawej do lewej, skanując przy tym wnętrze pomieszczenia. Nic nie widziałem. Nie byłem pewny czy tkwiłem tu sam.

Wszystko w porządku. Już jest dobrze.

Próbowałem