Lotnik — strona 11 z 20

zwyczajnie dopadła mnie wreszcie kara za moje ciężkie grzechy i zamiast zejść z tego świata prosto w ciemność, miałem do odhaczenia jeszcze epilog.

Farmerzy nie pytają krów, czy jest im wygodnie. Czy łańcuch nie uwiera. Czy słoma nie koli. Czy jest ciepło. Większość wchodzi do stajni po to, by odwalić swoje obowiązki. Zrobić tyle ile trzeba żeby zwierzęta nie pozdychały.

Leżąc przykuty do łóżka szybko zrozumiałem, że personel szpitala wiele się od nich nie różnił. Przynajmniej jeśli chodziło o nastawienie do swoich podopiecznych.

Nikt nie dbał o to, czy było mi wygodnie. O to jak się czułem. Czy wszystko było ok. Pielęgniarki pojawiały się po to, by opróżnić napęczniałe złotem worki na mój mocz, zmienić mi pieluchy i nakarmić słomką. Tyle. Musiałem się do tego przyzwyczaić. Nie miałem innego wyjścia. Nie mogłem w żaden sposób zaprotestować.

Spędziłem sporo czasu na układaniu planu samobójstwa. Obmyślaniu pewnego sposobu. Nic sensownego nie przychodziło mi jednak do głowy. Najchętniej wyskoczyłbym po prostu przez okno, ale to było niemożliwe. Nie mogłem przestać jeść, bo podłączyliby mnie do jakiejś sondy, a tego mój umysł już na pewno by nie zniósł.