samego głosu dałbym mu góra czterdzieści lat, ale siwa grzywka i pajęczyny zmarszczek natychmiast zdradzały starszy rocznik. Mrugnąłem dwa razy, na co gość ze zrozumieniem pokiwał głową.
Miałem prawo źle się czuć.
– To się panu udało – powiedział ktoś poza moim polem widzenia. – Albo i nie – dodał ciszej pod nosem.
– Słyszy mnie pan? – zapytał pierwszy.
Mrugnąłem.
– No to sprawa wygląda tak, że nieźle się pan roztrzaskał – mówił, bazgroląc coś na karcie zdjętej z poręczy łóżka – ale jakoś pana poskładaliśmy.
Zapytał mnie, czy czuję nogi i ręce. Potem kuł mnie czymś ostrym po wszystkich palcach prosząc bym określał czy boli normalnie, słabo albo w ogóle. Niestety, wszystko czułem bardzo dobrze.
Po tym jak już mnie obkuł z każdej możliwej strony wyjaśnił mi, że przeszedłem trzy operacje. Że tak naprawdę leżę już u nich od ponad tygodnia.
Krew odpłynęła mi z twarzy. Przecież dopiero co się obudziłem. A jednak nie. Budziłem się przez cały czas, tylko potem znowu zasypiałem na kolejne dwanaście godzin. Rzeczywistość straciła sens. Nic, co do mnie mówił, nie wydawało mi się prawdziwe. Jakbym oglądał film z obcym człowiekiem w roli głównej.
Mówił, że złamałem dwadzieścia jeden kości. Że wstawiono mi jedenaście drutów, dwie płytki, dwie