Lotnik — strona 5 z 20

nie dowierzając oczom, spróbowałem przekręcić głowę na prawo. Wszystko na nic. Była jak przyspawana. Cały mój świat został ograniczony jedynie do zasięgu ruchu źrenic. Byłem uwięziony w celi, ale widziałem tylko jedną jej ścianę. Spróbowałem głębokiego wdechu, tym razem wolniej, na spokojnie, milimetr po milimetrze, tak żeby sprawdzić, na co mogłem sobie pozwolić. Byłem w stanie napełnić płuca gdzieś do połowy. Mój oddech zwolnił. Świst w nosie przycichł. Powracały trzeźwe myśli. Starałem się opracować jakiś plan działania, ale nie byłem w stanie określić nawet pierwszego punktu. Nic nie przychodziło mi do głowy. Chciałem jedynie krzyczeć. Błagać o pomoc. Usłyszeć cokolwiek od kogokolwiek. Nie mogłem już dłużej znieść towarzystwa jedynie własnych myśli. Nie czułem bólu, ale wiedziałem, że już na mnie czekał. Dzieliły nas tylko opary narkozy. Nie miałem zielonego pojęcia, która była godzina. Po chwili zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie był to już kolejny dzień. Niewiele pamiętałem, chociaż niektóre rzeczy zaczynały do mnie docierać. Błagałem w myślach, żeby ktoś do mnie przyszedł i wytłumaczył dokładnie, co się stało. Słyszałem głosy – prawdopodobnie z korytarza – ale nie byłem w stanie ich rozkodować. Czy ktoś w ogóle wiedział, że się obudziłem? Czy kogoś w ogóle to obchodziło? Nie mając nic lepszego do roboty zrobiłem kolejny przegląd kończyn. Spróbowałem poruszać palcami u nóg. Czułem mrowienie na przemian ze szczypaniem. To samo z rękami. Zrobiłem mały skręt tułowiem. Głowa była usztywniona,