Lotnik — strona 17 z 20

przez pierwszą godzinę. Potem udało mi się wycisnąć kąt kilku stopni. Raz w lewo, raz w prawo. Myślałem, że to tylko tak na razie. Że za chwilę wszystko wróci do normy ale następnego dnia nie było dużo lepiej.

Jeśli chodziło o mówienie to po trzech dniach mogłem wydobyć z siebie coś, co przypominało tak i nie. Nawet gdybym mógł w pełni ruszać szczęką i tak nie wiedziałem jak wymawiać normalnie słowa. Słyszałem je w głowie. Mogłem je przeliterować w myślach, ale usta miałem wypełnione watą. Jakbym nażarł się do oporu kisielu i nie mógł go przełknąć.

Po wyjściu z gipsu zostałem przeniesiony do ośrodka rehabilitacji. Myślałem, że będę mógł przynajmniej pójść się odlać do kibla, ale przez pierwszy tydzień nawet to było dla mnie niemożliwe. Mój plan zaczynał się robić coraz mniej realny. Nie mogłem chodzić. Podniesienie ręki do góry było jak wspinaczka na Giewont. Z każdym dniem docierało do mnie, że wyjście na wolność nie było wcale takie pewnie. Nie wiedziałem, czy w ogóle kiedykolwiek dam radę się podnieść. Pomimo tego, że pozbyłem się już gipsu, nadal byłem ubezwłasnowolniony. Każdy poranek zaczynałem od próby wstania z łóżka. Wyglądało to tak, że otwierałem oczy i patrzyłem przez minutę na sufit, biorąc