dzieci dowiadując się, że ma złośliwego raka? Czy nagle przelatuje jej przed oczami całe życie? Przecież to jest szansa jedna na tysiąc – albo i mniejsza. Po prostu się trafiło. Akurat jej. I co ma w tej sytuacji zrobić? Zabić się od razu czy pozwolić żeby dzieci przeszły przez to razem z nią? Czy martwi się o siebie, czy o to kto zajmie się jej potomstwem?
Tak sobie myślę, kiedy w końcu słyszę kobiecy głos.
– Obudziliśmy się znowu, co? – mówi majstrując coś przy moich biodrach. – Oj słabo siusiamy.
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że mam podłączony cewnik. A co jak mi się zachce coś więcej? Co wtedy? Cały byłem przecież zamknięty w gipsie, chyba że zrobili mi jakieś wyjście awaryjne. Nie mogłem wyjść sam do łazienki, więc domyślałem się, że pierwszy raz odkąd skończyłem trzy lata, będę musiał znowu zrobić pod siebie. Zachciało mi się śmiać. Nie byłem w stanie o tym racjonalnie myśleć. Zastanawiałem się tylko ile jeszcze takich niedogodności czeka na mnie w drodze do wstania na własne nogi.
– Mmmmmm – powiedziałem. Dopiero wtedy w zasięgu mojego wzroku pojawiła się kobieta, która się mną zajmowała. Figurą przypominała zwiniętą pierzynę. Do emerytury brakowało jej jakieś pięć minut.
– O, zaczynamy świergotać – powiedziała. – Zaraz poproszę lekarza – dodała znikając z pola mojego widzenia. Odetchnąłem z ulgą. Miałem nadzieję, że wreszcie się czegoś dowiem.