Lotnik — strona 12 z 20

Bardziej drastyczne sposoby jakoś do mnie nie przemawiały. Wszystkie moje rozważania kończyły się tą samą konkluzją.

Miałem przejebane.

Kilka pierwszych dni spędziłem na przystosowywaniu się do sytuacji. Uczyłem się oddychać pomimo ściskającego moją klatkę gipsu. Znalazłem kilka pozycji umożliwiających mi zniwelowanie swędzenia w najbardziej dotkniętych tym rejonach. Nauczyłem się robić pod siebie bez zażenowania. Ćwiczyłem medytację. Układałem historyjki w głowie. Liczyłem do stu i z powrotem. Marzyłem o dniu, w którym stanę znowu na nogi.

Potem pojawiła się nuda.

Kiedy przestałem się skupiać na mniejszych i większych niedogodnościach, z jakimi się borykałem, dotarło do mnie, że nie mam kompletnie nic do roboty. Nawet gdybym miał jakieś książki, to nie mógłbym ich czytać. Telewizor w sali był płatny, a ja nie miałem grosza przy sobie. Jedyną rozrywką jaką miałem było gapienie się kątem oka w niebo za oknem i nasłuchiwanie przytłumionych dźwięków z korytarza. Wiedziałem, że ktoś jeszcze przebywał ze mną na sali, ale chyba był nieprzytomny, bo nigdy nic nie mówił. W pierwszym tygodniu myślałem, że zwariuję. W drugim zacząłem układać w głowie plan. O dziwo, czułem się zmotywowany do działania. Nie zamierzałem się poddać. Choć kiedyś wydawałoby mi się to niemożliwe, nagle poczułem, że mam ochotę powalczyć o powrót do zdrowia. Myślałem tylko o tym. O pokazaniu wszystkim, na co