Cały czas zwraca się do mnie per mamo. Nie odzywam się ani słowem. Boję się. Kim ona jest i czego ode mnie chce? Jestem sparaliżowana. Pocieram trzęsące się dłonie. Może mi nic nie zrobi? Może to tylko jakaś wariatka. Może chce mnie okraść. Mam w szafie kasetkę z pieniędzmi na czarną godzinę. Może powinnam jej wszystko oddać? Może wtedy da mi spokój. W końcu stawia przede mną herbatę.
– Proszę cię, nie wychodź już, ok? – pyta.
Nie odzywam się. Dziewczyna wzdycha, a potem próbuje mnie przytulić, ale się jej wyrywam. Patrzy na mnie zdziwiona, kręci głową z rezygnacją, a potem bierze torebkę i wychodzi z mieszkania. Słyszę, jak przekręca klucz w zamku.
Jędza.
Wychodzę na korytarz. Patrzę w lustro zawieszone koło drzwi. Wyglądam jak zbity pies. Szare włosy kleją mi się do czoła. Stara baba. Idę do pokoju i siadam na fotelu przed telewizorem. Włączam pierwszy kanał. Lecą wiadomości. Mam wrażenie, że coś miałam jeszcze dzisiaj zrobić, tylko nie mogę sobie przypomnieć co dokładnie. Przełączam kanał. Lecą reklamy.
Miałam gdzieś wyjść?
Biorę do ręki krzyżówki.
Dzień, które nigdy nie przeżyjesz dzisiaj? Na pięć liter. Zastanawiam się przez chwilę nad odpowiedzią.
Czy ja nie jestem już gdzieś spóźniona? – pytam się w myślach.