Pasożyt — strona 10 z 23

Po przekroczeniu progu mieszkania ściągnął stopami pantofle, zdjął koszulę przez głowę i zrzucił spodnie na podłogę. Wszedł do łazienki, usiadł na desce od toalety, schował głowę między rękami i skupił się na opanowaniu mdłości. To była pierwsza zasada jego poradnika przetrwania – ustabilizuj sytuację.

Wzory na płytkach tańczyły przed jego oczami. Był pewien, że gdy tylko zamknie oczy, od razu zwymiotuje. Karuzela trwała w nieskończoność. Godzina zaczynała się już od czwórki. Obmył twarz. Rozebrał się. Wszedł pod prysznic i oblał się parującą wodą. Nudności ustały. Większość syfu przeszła przez żołądek i rozpoczęła mozolną wędrówkę w dół. Wyszedł z kabiny, wytarł się byle jak i poszedł do sypialni. Na łóżku ułożył stos poduszek i oparł się o nie plecami. Kolejna zasada to nigdy nie spać na płasko.

Popijał wodę, gasząc żywioł w żołądku. Na cyfrowym budziku godzina zaczynała się od piątki. Każde puste beknięcie przywracało smak ostrej pizzy. Z szumu panującego w głowie co jakiś czas błyskały wizje wieczoru. Chlanie w barze. Szlugi na chodniku. Śmiech. Mecz w telewizji. Wirujący lokal. Budził się i zasypiał, wiercąc się w przepoconej pościeli. Przez jego wnętrzności przeciskał się poszarpany kamień. Czuł, jak ociera się o ścianki jelit. Słyszał bulgotanie. Widział ciemność. Miał otwarte oczy, ale świat był ukryty za ciemną kotarą. Bolały go mięśnie, kark, ręce i nogi. Swędzenie było nie do wytrzymania, ale nie mógł się podrapać. Nie mógł się ruszyć. Był skrępowany. Zmiażdżony. Próbował poruszyć lewą ręką, ale jedynie drgnął.

Zobaczył