o której lubił opowiadać w towarzystwie. Czuł nawet niewielką satysfakcję z faktu, że nigdy nie musiał odwiedzać lekarza. Na szczęście dla niego, zdrowie na ogół mu dopisywało. Czasami miewał jednak problemy żołądkowe. Zdarzały mu się skurcze jelit albo dziwne palenie w gardle. Nigdy jednak nie było na tyle źle, by nabrał przez to ochotę na wizytę u specjalisty.
Przez lata nauczył się cierpliwie obserwować swoje ciało. Doszedł metodą prób i błędów do tego jakie jedzenie najbardziej mu szkodziło; czego nie powinien jeść przed snem, a co najszybciej przynosiło mu ulgę. Jeden po drugim eliminował ze swojej diety produkty, które najczęściej źle na niego działały: surową cebulę, czerwoną paprykę, szparagi, tłuste mięsa, sery pleśniowe. Sporo na ten temat czytał, ale w jego przypadku ogólnie przyjęte zasady nie zawsze się sprawdzały. Nie trawił na przykład sucharów, ale mógł do woli obżerać się smażonym boczkiem. Wino wykręcało go na drugą stronę, lecz piwo wlewał w siebie hektolitrami. Wszystko musiał testować na własnej skórze. Krok po kroku, tworzył swój kulinarny kodeks postępowania. Na przestrzeni lat, opracował perfekcyjny jadłospis, dzięki któremu mógł spokojnie egzystować bez żadnych poważniejszych dolegliwości i związanych z nimi wizyt lekarskich. Być może udałoby mu się przeżyć tak całe życie, gdyby pewnego razu poważnie nie zawalił sprawy.