Leżał na lewym boku. Próbował otworzyć powieki, ale te odmawiały posłuszeństwa. Spoglądał na ścianę przez cienkie szparki. Potem, jakby leżał zatopiony w kisielu, powoli przekręcił głowę.
Czy lubi swoją pracę? Co to za pytanie przed operacją?
Przez okna do pokoju wpadały promienie wschodzącego słońca.
– Tuż przed szóstą rano. Już jest po operacji.
– Co mi w końcu dolega?
– Dowie się pan później. Na razie musi pan odpoczywać.
Został przewieziony do innego pokoju. Leżał w towarzystwie czterech łóżek i terkoczącego urządzenia wypuszczającego z siebie strużkę pary. Nie wiedział, czy to sen, czy narkoza, ale pokój nagle zniknął.
Pełną świadomość odzyskał dopiero po południu. Chciało mu się w równym stopniu jeść, co sikać. Próbował się podnieść, ale najmniejszy ruch rozrywał mu brzuch na strzępy. Nadal leżał w szpitalnej koszuli. Jej boki były otwarte, przez co mógł swobodnie włożyć pod nią rękę. Całą długość pod pępkiem miał oklejaną opatrunkiem. Domyślał się, że pod nim znajdowały się szwy. Przejrzeli go na wylot. Miał to gdzieś. Nigdy nawet nie skręcił nogi, ale było mu już wszystko jedno. Chciał tylko wiedzieć, co się z nim działo. O co w tym wszystkim chodziło.
Tego dnia widział się jedynie z pielęgniarką. Każde pytanie o stan zdrowia zbijała durną gadką, że musi odpocząć.
Ta noc była nieprzespana. Raz, że powrócił ból – bardziej pooperacyjny. Jakby