Pasożyt — strona 20 z 23

w jego wnętrzu wybuchł granat, rozwalając wszystko od środka. Drugim powodem był powrót znanych mu już skurczów. To znaczyło, że nie rozwiązali jego problemu. Coś nadal się w nim poruszało i coraz mniej miał nadziei na to, że to tylko anomalia. Raz poczuł nawet, jak szwy się naciągają, jakby coś próbowało wyjść na zewnątrz. Serce zabiło mu tak, że przestraszył się zawału i już miał lecieć po pielęgniarkę, ale ból przy poruszaniu był większy niż determinacja.

To już prawie koniec.

Zaczęło się rano. Wiedział to, bo słońce ledwo przebijało się przez okna do sali. Wszystko w pokoju mieniło się różowym światłem. Nad jego łóżkiem pojawił się doktor, który go przyjął. Ten, który go kroił. Towarzyszyło mu dwóch innych lekarzy.

Liczył, że załatwią to szybko. Okaże się, że ma w sobie robala i musi teraz przejść przez długie i bolesne oczyszczanie. Dadzą mu milion tabletek, które ubiją tego sukinsyna i wyjdzie z niego jednym czy drugim otworem. Liczył na ten drugi, ale w tamtym momencie było mu już obojętnie. Chciał to mieć za sobą.

Zaczęły się pytania. Przerobili całą historię leczenia, a raczej jego braku. Czy za dzieciaka miał wykonywane jakieś badania? Prześwietlenia? USG?

Powtarzał się, ale nie chciał robić problemów.