wymieniał praktycznie każde możliwe odstępstwo od normy, a on czuł, jak coś wiło mu się przy żołądku. Jak ocierało się o jego ścianki. Zrobiło mu się niedobrze.
– Czy wszystko w porządku?
– Nie bardzo – odpowiedział.
Coś puknęło go od środka i nagle, w zrywie, usiadł na łóżku. Przez całe jego ciało przeskoczyła błyskawica bólu. Doktor od krojenia zawołał pielęgniarkę.
– Proszę położyć się na plecach – poprosił.
Pielęgniarce kazał podać mu lek dożylnie. Nie protestował, licząc, że dadzą mu coś przeciwbólowego. Kilkanaście stęknięć później był już całkowicie wyluzowany.
– Możemy kontynuować? – spytał starszy gość.
– Odwalcie się już – odpowiedział. – Niech mi pan powie – rzekł, zwracając się do doktora od krojenia – co mi do cholery jest? Co mi łazi po brzuchu? – Ścisnął powieki. – Co za syfa złapałem? Chcę wiedzieć dokładnie, co się dzieje. Od domyślania robi mi się tylko gorzej.
Lekarze spojrzeli po sobie, jakby odbywali wzrokową dyskusję. Lekarz, który go przyjmował, powiedział w końcu, że w wyniku operacji rozpoznawczej zdiagnozowano u niego poważne anomalie narządów wewnętrznych. Chodziło o to, że w środku, pod żołądkiem, miał dodatkową, silnie zdeformowaną, lewą kończynę.
Zaśmiał się.
Lekarz mówił, że ta kończyna posiadała mięśnie oraz zakończenia nerwowe i że była połączona z dodatkowym, silnie zdeformowanym