Pasożyt — strona 6 z 23

podnosić głos do poziomu krzyku. To był sygnał do ewakuacji.

Następna była Aleksa – pub kilka ulic dalej. Lokal mniej przestronny, ale z lepszym wyborem alkoholi. Tam zazwyczaj zwalniali tempo. Jagoda sączyła ciemne piwo albo jeden z kolorowych drinków z parasolką, a on razem z Markiem rozpoczynał przygodę z whisky. Usiedli klasycznie przy oknie z widokiem na ulicę i kontynuowali gadanie o niczym, dopóki nie zaczęło im się kręcić w głowach.

Godzina zaczynała się już od dwójki.

Lód w szklankach stękał, zmieniając się w zimną wodę. Środek stolika zajęła miska z frytkami i kilka butelek wody. Nigdy nie zbliżył się do alkoholizmu, ale po studiach i latach w korporacji miał już doświadczenie w piciu. Wiedział, że chlanie na pusty żołądek kończyło się sobotą spędzoną z głową w sedesie, a kilka browarów potrafiło wbrew pozorom odwodnić niczym spacer po pustyni. Metodą prób i błędów doszedł do odpowiedniej techniki. Coś małego do jedzenia i duża ilość mineralki przed powrotem do domu zazwyczaj rozwiązywały wszystkie problemy. Potrafił nawet zniwelować tym porannego kaca. Stał się mistrzem piątkowego tankowania. Lata badań nad własnym ciałem zrobiły z niego specjalistę. Marek i Jagoda szybko podłapali jego metody, przez co ich wspólne wieczory zaczęły się z czasem kończyć o coraz późniejszych godzinach.

Po Aleksie szli jeszcze zjeść coś lekkiego. Jakąś zupę albo sałatkę. Łagodne ramen z jajkiem. Może sałatkę z tuńczykiem. Wieczorne menu przewidywało jeszcze pierożki na parze z wieprzowiną albo