Pasożyt — strona 11 z 23

sypialnię oświetloną mdłym blaskiem nocnej lampki.

Godzina zaczynała się od szóstki.

Dygotał pod kocem w kałuży potu. Popił wodą gorzką ślinę i przekręcił się na plecy. Gardło ledwo przepuszczało płyn do żołądka. Ogień na nowo zapłonął pod prawym żebrem. Trzymał dłonie na podbrzuszu, wyczuwając pod nimi falujące wnętrzności. Wyobrażał sobie, jak coś wije się pod jego palcami. Powoli wędruje przez jelita, rozciągając ścianki na boki. Stado mrówek przebiegło mu przez plecy. Zerwał się, siadając na łóżku.

Był pewien, że w jego wnętrznościach porusza się coś żywego.

Kiedy obudził się kolejny raz, dochodziła siódma rano. Drżąc, wygramolił się spod pościeli i poszedł do łazienki. Obmył twarz i spojrzał w lustro. Kredowe oblicze przypominało mu o minionym wieczorze. Nagle odwrócił się do sedesu, otworzył klapę i zaczął wymiotować. Salwy gorzkiej żółci rozbryzgiwały się na boki. Między nimi łapczywie wciągał powietrze. Każda kolejna fala niosła ze sobą mniej treści. Wreszcie zaczął już tylko bekać. Z ust sączyła się strużka gęstej śliny. Z nosa kapały grube łzy. Spojrzał w otchłań kibla na żółtą warstwę wymiocin. Przez jej powierzchnię poprzeplatane były brunatne fusy strawionej krwi. Gdzieś podczas walki z niestrawnością doznał wewnętrznego krwotoku.