lekarza.
Doktor próbował zbadać jego brzuch, ale zerwał się z łóżka, gdy poczuł zimne palce na skórze. Pielęgniarka docisnęła go z powrotem do oparcia. Na tyle, na ile udało mu się dostrzec minę lekarza, wyglądał na zaniepokojonego.
– To chyba jakiś pasożyt – wycedził do niego, ale nie zrobiło to mężczyźnie żadnego wrażenia. Wyszedł, zostawiając go jedynie z pielęgniarką.
Odpłynął.
Kiedy otworzył oczy, poza twarzą lekarza widział nad sobą jeszcze trzy inne głowy. Młodą dziewczynę, chłopaka i starszego gościa z wąsami. Czuł, jak sopel lodu ślizgał mu się po brzuchu. Spojrzał na biały przyrząd, którym lekarz skanował jego wnętrzności. Widział na ekranie ciemne kształty przesuwające się po morzu szarego szumu.
– Co się dzieje? – zapytał, ale nikt mu nie odpowiedział.
Wszyscy – włącznie z pielęgniarką – wlepiali wzrok w ekran urządzenia.
Odpłynął i wrócił.
Brzuch już go nie bolał. Czuł się lekko. Jakby leżał na chmurze. Nad nim przesuwały się jaskrawe kwadraty lamp. Spojrzał niżej, na swoje stopy, w kierunku, w którym ktoś pchał łóżko. Widział podwójne drzwi. Otworzyły się na oścież, połykając go do wnętrza. Zatrzymał się pod ogromną lampą. Kilkanaście okrągłych żarówek spoglądało na niego oślepiającymi promieniami.
– Czy pan rozumie, co mówię? – spytała pielęgniarka.
Potwierdził.
– Musimy