próbował zniwelować uczucie wiercenia.
Może powinieneś coś zjeść? – Pojawiło się w jego głowie.
To miało sens.
Ktoś klepnął go w ramię.
– Zwijamy się? – zapytał Marek, patrząc na niego z góry. – Jagoda czeka – dodał szeroko się uśmiechając.
Nadal był piątek, ale już po pracy. Odkąd pamiętał, zdarzało mu się to prawie każdego dnia. Po kilku minutach skupienia nagle przenosił się w czasie. Podświadomość przejmowała kontrolę nad jego ciałem, pozwalając reszcie umysłu oderwać się od rzeczywistości. Nie rozumiał tego fenomenu. Czytał fora internetowe, artykuły i poradniki medyczne, ale nigdzie nie znalazł podobnego przypadku. Mógłby to skonsultować ze specjalistą, jednak tego wolał uniknąć. Raz, ze względu na swoją awersję do lekarzy, a dwa, przez to, że tak naprawdę chciał tą przypadłość zachować.
Zjeżdżali na parter windą, tłocząc się w osiem osób. Co chwilę szczypał tył koszuli, odrywając ją od wilgotnych pleców. Po wyjściu do lobby przełożył przez głowę rozluźniony krawat i schował go do kieszeni. Marek, kroczący obok niego, zrobił to samo. Idąca między nimi Jagoda rozpięła natomiast kolejny guzik koszuli.
To był ich rytuał. Żadnej dyskusji, konsultacji