korpusem.
Miał problem z przełknięciem śliny. Serce dudniło mu szybciej niż karabin maszynowy.
Z tego korpusu wyrastała silnie zdeformowana głowa z narządem wzroku. Z okiem. Za tym okiem chował się mózg. Też niezbyt dobrze rozwinięty. Diagnoza brzmiała trywialnie. Był jednym z syjamskich bliźniaków.
– Podczas rozwoju wchłonął pan własnego brata – powiedział lekarz.
Przez mózg przeleciało mu całe życie. Wszystkie te dziwne sytuacje i niezrozumiałe uczucia nagle nabrały sensu. Cała historia ułożyła się w logiczną całość i myśląc o niej, czuł jakby opowiadał mu ją ktoś obcy.
Lekarze patrzyli to na siebie, to na niego. Widział po nich, że chcą mu zadać jeszcze milion innych pytań. Dla nich był ewenementem. Wybrykiem natury. Prawdopodobnie najciekawszym przypadkiem, z jakim spotkają się w swoich karierach.
Doktor mówił dalej, że ten jego brat jest z nim połączony większością narządów, ale ma własną śledzionę. Że ma swój własny układ odpornościowy, który go wspomaga. Że ma oznaki wielu przebytych chorób. Dzielą się tlenem i pożywieniem, ale dolegliwości brał na siebie ten mniej rozwinięty.
W jego głowie panowała totalna pustka. W mojej myśli galopowały z zawrotną prędkością. Nagle znikąd pojawiło się wśród nich pytanie. To pytanie, po raz pierwszy w życiu, za pomocą jego ust, wymawiam naprawdę na głos.
– Czy ja mogę już całkiem przejąć nad nim kontrolę?