Pasożyt — strona 12 z 23

Z gardła albo żołądka.

Tym razem poważnie zawalił sprawę.

Wstał z kolan i przepłukał usta zimną wodą. Ponownie obmył twarz. Spojrzał w czerwone oczy. Było źle. Wiedział, że tego dnia niczego już nie przełknie. Czekały go dwadzieścia cztery godziny detoksu.

Całą sobotę przeleżał przed telewizorem. Nie był w stanie zmusić się do żadnego produktywnego zajęcia. Miał ogarnąć mieszkanie, zrobić pranie, pójść na zakupy, ale wszystko to musiało zaczekać do niedzieli, aż zejdzie z niego piątkowy bałagan.

Pod wieczór czuł się już całkiem dobrze. Na tyle, żeby zjeść lekką kolację i porządnie się umyć.

W niedzielę był już z powrotem w dobrej kondycji. Druciany wycior zniknął z przełyku. Ogień pod żebrami zgasł. Sądził, że to był koniec przygody. Czekało go kilka tygodni oczyszczenia. Musiał się zregenerować. Zero piwa, zero tłuszczu i żadnych szlugów. Ciężki okres, ale będzie miał nauczkę. Co prawda brakowało mu jeszcze sporo do czterdziestki, ale każda kolejna dietetyczna wpadka kończyła się gorzej niż poprzednia. Wiedział, że prędzej czy później wyląduje u lekarza, a tego – wciąż niezrozumiale – panicznie się obawiał. Za każdym razem, kiedy myślał o wizycie w przychodni, nawiedzały go dreszcze. Wewnątrz umysłu coś podpowiadało mu, że nie ma sensu się tym stresować. Że jak zwykle wszystko samo przejdzie. Musi po prostu trochę odpocząć. Poza tym, jak wyjaśni, że nie ma żadnej historii leczenia? Jeszcze dostanie opieprz, że dopiero teraz przyszedł się zbadać.

Szkoda