przed ucieczką do domu.
Odchylił się, oparł głowę o ścianę i zamknął oczy.
Odpłynął.
Ktoś szarpnął go za ramię. Powieki rozchyliły się, odsłaniając poczekalnię skąpaną w jasno-pomarańczowej poświacie zachodzącego słońca. Za ramię szarpał go lekarz. Na oko przed czterdziestką, ale już prawie cały osiwiały.
– Dobrze się pan czuje? – spytał.
Pokręcił przecząco głową. W jego wnętrznościach coś agresywnie się wiło. Coś rozpychało mu flaki na boki. Pod palcami przyklejonymi w okolicy pępka czuł poruszenie.
– Coś mi jeździ po brzuchu – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Lekarz założył lateksowe rękawiczki i wyjął z kieszeni elektroniczny termometr. Po zmierzeniu temperatury popatrzył na wynik ze ściśniętymi ustami.
– Może pan sam wstać?
Pokręcił głową.
Doktor wyszedł na chwilę, po czym wrócił z pielęgniarką pchającą przed sobą wózek. Zabrali go do gabinetu.
Znowu odpłynął i wrócił.
– Miał pan robione kiedyś USG?
Chwilę zajęło mu wyduszenie z siebie, że nigdy nie był nawet u