to coś znaczy, ale nigdy nie chciało mi się sprawdzić co. Albo nie miałem odwagi. Nawet jak mi się coś takiego śniło kilka dni z rzędu. Wolałem myśleć, że to tylko przypadek. Budziłem się i od razu otwierałem oczy. To tylko mój głupi łeb. Już po wszystkim. Nie muszę iść przez całe miasto bez gaci. Co za zgroza. Każdy komu się coś takiego śniło przynajmniej raz, dobrze wie o co chodzi. Ten wstyd. Totalne zażenowanie. Masakra. Nawet nie wyobrażam sobie, co bym zrobił, gdyby przydarzyło mi się to naprawdę. Gdybym był w centrum i nagle poczuł wiatr na gołym dupsku. Zapadł bym się chyba pod ziemię. Dosłownie.
Tak się właśnie czuję naciskając na klamkę. Przełykam piłkę do ping ponga i uchylam drzwi. Duszę się. Pocę. Marzną mi ręce. Na twarzy ktoś rozgniótł mi kopiec mrówek. Gdybym zamknął oczy, mógłbym przysiąc, że wylądowałem ryjem w śnieżnej zaspie. Wdech i wydech. Wchodzę.
Nierówne klepki jęczą pod moimi stopami kiedy przebieram nimi przez korytarz. W mojej piwnicy było trochę po trzynastej, ale w domu jest już wieczór. Patrząc w głąb mieszkania, lewą ręką macam po ścianie w poszukiwaniu włącznika. Pstrykam nim w górę i w dół, ale nic się nie dzieje. Przed drzwiami do kuchni wspinam się na palcach u nóg i otwieram małą, szarą skrzyneczkę zawieszoną nad framugą. Korki wyglądają w porządku. Przemija złudna nadzieja, że to tylko domowy problem.
Wchodzę do kuchni. Podchodzę do okien i rozchylam palcami