które zawijam na trzy razy. Latem na górę zakładam tylko koszulkę.
Jak się ubiorę to idę siku. Potem otwieram małą lodówkę schowaną w rogu. Trzymam tam żarcie, które nie może leżeć na stole. W piwnicy zawsze jest trochę chłodno, więc jedzenie, nawet na wierzchu, psuje się wolniej. Poza tym i tak jem raczej jakieś suchary czy tam czipsy.
Co dzisiaj za dzień? Chyba środa.
A jeśli chodzi o mojego ojca to zawsze powtarzał jedno: ucz się matematyki. Tylko tyle. Mówił, że język polski i historia nadają się jedynie na hobby. Że prawdziwy zawód to nauki ścisłe. Matematyka, fizyka, chemia. Może biologia.
– Ale to bardziej dla bab – mówił.
Ja miałem być fizykiem. To mi powtarzał. Że załatwi mi pracę w elektrowni gdzie sam pracował przez całe życie.
– Będziesz miał jak w ulu. – Pewnie miał rację. Pewnie bym miał. Tylko z tego nie skorzystałem. Teraz mój ojciec już nie pracuje. Nie mówi mi też nic o matematyce. W ogóle się nie odzywa. Przynosi mi tylko jedzenie, ale zostawia je pod drzwiami i puka. Chyba nie chce mnie widzieć. W sumie ja jego też. Kiedyś jedzenie przynosiła mi matka, ale już tego nie robi. Chyba jest chora, ale nie jestem pewien. Dawno jej nie widziałem. Mieszka na piętrze, a to dla mnie za wysoko. W sumie równie dobrze może już nie żyć. Wcale bym się nie zdziwił gdyby nawet w takiej sytuacji nikt nie próbował