Kret — strona 26 z 26

Próbuję zmarszczyć brwi, ale nie wiem ile z tego uzewnętrznia się na mojej twarzy.

– Normalnie – charczę – w sensie, jak gówno.

Skafander kiwa szybką.

– To dobrze.

Nie dla mnie. Chociaż może sobie zasłużyłem. Może właśnie tego potrzebowałem. Porządny wpierdol. Tak żebym sobie przypomniał, że samo oddychanie to nie wszystko. Że życie polega na czymś więcej. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek czułem się tak podle, i to nie tylko jeśli chodzi o mój stan fizyczny.

– Głodny?

Kiwam głową.

– Od kilku dni nic nie jadłeś. – Skafander trafia w sedno. – Nie martw się, niedługo coś ci przyniosą, ale lepiej się nie przyzwyczajaj, bo jak to wszystko się skończy, to już ci nikt nie będzie serwował obiadków pod drzwi.

Nagle głos, chociaż nadal przecedzony przez kilka warstw folii, robi się znajomy. Przyciemniona szybka nachyla się do mojej twarzy. Widzę w niej bladego trupa. Patrzy na mnie z rozchylonymi oczami. Dwie czarne kropki okrążone sieciami czerwonych niteczek. Moje żałosne odbicie.

– Narobiłem sporo bałaganu żeby cię wyciągnąć z tego lochu – mówi. – Więc tego nie spierdol.

Znika za plastikową kotarą. Zostaję sam, ale mam nadzieję, że nie na długo. Właściwie to mam nadzieję, że już nigdy więcej.

KONIEC

Dyskusja