się ze mną skontaktować. Chyba nikomu już nie chce się tego robić. Pewnie myślą, że to strata czasu.
Jedzenie dostaję co trzy dni. Równo co do minuty. Z matką bywało różnie, ale ojciec jest punktualny jak zegar atomowy. Spóźnia się mniej niż mój komputer. W sumie nawet wolę jego. Matka czasami płakała pod drzwiami. Denerwowało mnie to. Teraz przynajmniej mogę tu gnić w spokoju i bez wyrzutów sumienia.
Moje życie nie zawsze tak wyglądało. Dorastałem na górze. Na PARTERZE. Tam miałem swój pokój. Tam stał mój komputer i moje szafki. Było tam moje łóżko tylko mniej obdrapane i wyrobione. Z materacem, który nie wbijał sprężyn w plecy. Życie było inne. Chodziłem do szkoły, jakoś się tam uczyłem, miałem kolegów. Można powiedzieć, że wszystko było w normie. Przebrnąłem przez pierwszą klasę, przez drugą, przez trzecią i tak dalej. Nic nadzwyczajnego. Pytanie tylko jak wylądowałem tu, gdzie teraz jestem, w momencie, kiedy powinienem pracować – jak moi dawni znajomi – nad swoją karierą i potomkami.
Dlaczego tak wyszło?
W sumie nadal nie jestem pewien. Kiedyś myślałem, że wszystko mi się ułoży. Tak jak innym. Że muszę jedynie poczekać. Uzbroić się w cierpliwość. Nikt nie wytłumaczył mi, że w życiu trzeba coś robić i się przy tym starać. Mieć jakieś plany. Cele. Ambicje. Mieć jakiś pomysł na siebie. Myślałem, że zdam maturę, pójdę na studia, poznam dziewczynę, znajdę