Kret — strona 3 z 26

każdy miał już w swojej wakacyjnej galerii. Kolejny, biały sylwester w górach, gdzie każdy już był z dziesięć razy.

Dla mnie to było zbyt poniżające. Miałem lepsze rzeczy do roboty. Listę książek do przeczytania. Nowy trening na podniesienie spostrzegawczości. Eseje do napisania. Rozprawki. Nowe posty o lepszych czasach, tych przed internetem, przed czatami, przed życiem na pokaz. O starożytnych filozofiach i zapomnianych nurtach ideologicznych.

Miałem do zrobienia milion rzeczy i nie zamierzałem tracić ani sekundy na podglądaniu cudzego życia.

No ale dzisiaj coś mnie podkusiło. Coś mnie pokierowało na tą przeklętą stronę. Wpisałem jego imię i nazwisko. Chwilę mi to zajęło, ale po wspólnych znajomych jakoś do niego dotarłem. Do Mareczka bez ciemnych półksiężyców pod oczami, bez menelskiej fryzury, bez pogniecionych ciuchów i bez wapiennej cery.

Patrzyłem na to jak w transie. Pod koszulką poczułem termofor. Na plecach strumyk potu. Mareczek był w związku od trzech lat. Ma żonę i dwójkę dzieci. Pracuje w korporacji jako kierownik działu HR. Jeździ dwuletnim volkswagenem. Mieszka w domu z widokiem na las gdzieś pod Trójmiastem.

Na profil wrzucił cztery galerie z wakacji. Każda z setką zdjęć z czterech różnych kontynentów świata. Z Norwegii. Z Tajlandii. Z Meksyku. Z Egiptu. Poza tym ma pełno rodzinnych fotek, które wyglądają jak kadry