Kret — strona 19 z 26

Z dzieckiem na rękach. Przed piętrowym domkiem na innym osiedlu. Z tym samym kolesiem co wcześniej.

Na komodzie, poniżej kolarzu, znajduję jeszcze jedno zdjęcie. Jedno z tych, które odpadły. Podnoszę je do góry. Na tym siedzi z innym kolesiem. Też obejmującym ją za ramię, tylko trochę mniej pewnie. Jakby nie wiedział do końca, czy zaraz nie dostanie w twarz. Patrzę na niego i robi mi się gorąco. Nie mogę uwierzyć, że kiedyś wyglądałem tak normalnie.

Kiedy wracam na chodnik dociera do mnie, że znowu mogę normalnie oddychać. Powróciło mi czucie w dłoniach. Świat wydaje mi się trochę ostrzejszy. Bardziej realny. Jakbym założył pierwszy raz okulary na nos. Jakby rozdzielczość wszystkiego przeszła w ultra HD.

Wystający w oddali szeroki komin elektrowni zawsze przypominał mi kilkudziesięciometrowy wazon, tyle że zamiast kwiatów, wyrastały z niego obłoki szarego dymu. Teraz unosiło się nad nim tylko błękitne niebo. Może to tylko drobna awaria?

Patrzę na drogę przed sobą. Prowadzi aż do przejazdu kolejowego, jakiś kilometr ode mnie. Ściskami brwi próbując dostrzec kogokolwiek w oddali, ale nic nie widzę. Ruszam do przodu. Nie mam chyba innego wyboru.

Z Jankiem ostatni raz widziałem się kilka dni po przeprowadzce do piwnicy. Po tym jak matka zaczęła mieć problemy z sercem. Przynajmniej tak mi ojciec