wielu kroków. Jak wcześniej mówiłem, coś przejęło nade mną kontrolę. Po prostu wiedziałem dokładnie, co mam po kolei robić. Jakby ktoś mi wszystko układał w głowie. To był dla mnie znak, że trafiłem na swoje powołanie.
— I pierwszym punktem była zmiana studiów, tak? Dobrze pamiętam? — zapyta Marek.
Adam pokręci głową.
— Oj nie. Nie porzuciłem fizyki. Nadal potrzebowałem dojścia do profesorów i przede wszystkim laboratoriów. Zmieniłem jedynie formę na zaoczną i rozpocząłem drugi kierunek na informatyce.
— Wow, to musiało być ciężko — wtrąci prowadzący.
— Nie było tak źle. Wielu profesorów idzie na rękę studiującym na kilku kierunkach jednocześnie. Na zaliczeniach profesorowie często przymykali oko na braki w moim przygotowaniu. Wiedzieli, że szukam w międzyczasie pracy.
— I tu pojawia się wreszcie GenTek? — zapyta lekko zniecierpliwiony Marek.
— Najpierw pracowałem w kilku innych miejscach, ale nie robiłem tam nic związanego z maszyną. Dopiero pod koniec studiów udało mi się dostać posadę w GenTek. Na początku dostałem się do działu optymalizacji algorytmów, ale docelowo chciałem pracować w zespole Horizon.
— Przy pracy nad budową stabilnego komputera kwantowego, tak? — wtrąci Marek.
— Dokładnie. Projekt Horizon. Spędziliśmy nad tym projektem prawie sześć lat, ale zrobiliśmy niewielki postęp. Niewielki oczywiście dla mnie, bo na papierze