Chciałem stworzyć model sztucznej inteligencji, który pozwoli mi na znacznie bardziej zaawansowane operacje. To było jednak poważne zadanie. Ciężko mi było pogodzić z tym pracę zawodową. Musiałem zrezygnować w końcu z posady w GenTek. Na szczęście przez lata udało mi się odłożyć sporą sumę pieniędzy, dzięki czemu mogłem odejść nie martwiąc się o fundusze na życie. Tak też zrobiłem. Laboratorium stało się moim nowym miejscem pracy. Nic innego się nie liczyło. Tylko kod, testy i poprawki. Praca mnie napędzała, szczególnie, gdy kolejne testy były coraz bardziej fascynujące. Maszyna mogła wykonywać każdą ilość obliczeń naraz. Jej właściwości przekraczały moje założenia nieskończenie wiele razy. Na początku drażniło mnie, że właściwie do końca nie wiem, jak działa. Potem jednak przestałem się przejmować. Zaczynałem rozumieć, w jaki sposób mogę ujarzmić jej moc. Po wielu próbach udało mi się stworzyć model, który był wystarczająco bezbłędny, by dało się z niego normalnie korzystać. Dałem mu pierwsze zadanie, a potem — Adam zrobi krótką pauzę, po czym westchnie i doda — potem nastąpiła eksplozja.
— Eksplozja? — zapyta zdziwiony Marek.
— Niedosłownie oczywiście. Chodzi mi o postęp w pracy nad modelem. Pierwsze zadanie, które wykonała maszyna, wystrzeliło cały projekt w kosmos.
— Co jej kazałeś zrobić?
— A jakie zadanie ty byś jej wyznaczył?
Marek westchnie, wydmuchując wargi.
— Nie wiem — powie, po czym się zaśmieje. — To dobre pytanie. Co