Zdeterminowani — strona 27 z 36

— Oczywiście — odpowie Adam biorąc do ręki tom i wstając z fotela. Podejdzie do Marka i poda mu książkę do ręki. — Nazywam to skryptem — wyjaśni, wracając na swoje miejsce.

Marek zacznie wertować kartki. Nie będzie wierzył w to, co z nich wyczyta. W końcu trafi na fragment zaznaczony żółtym zakreślaczem.

"Marek otworzy drzwi i ręką zaprosi Adama do środka. Mężczyzna powolnym ruchem przełoży skórzaną torbę z jednego ramienia na drugie, po czym pewnie przekroczy próg pomieszczenia, tak jakby robił to już setki razy".

Jego serce przyspieszy rytm zbliżając się do granicy zawału. Poczuje pot na dłoniach. Ręce zaczną drżeć. Nie będzie potrafił zapanować nad nierównym oddechem.

— To niemożliwe — powie pod nosem.

— Ja też tak myślałem.

— To jest napisane jak opowiadanie. Jakbyśmy odgrywali jakąś sztukę teatralną.

Adam zaśmieje się.

— Tak. Pierwsze skrypty były nieczytelne. Brzmiały jak instrukcja do pralki. Poprosiłem maszynę, by przybrała nieco bardziej prozaiczny styl.

Marek wstanie z fotela i zacznie chodzić po pomieszczeniu, kartkując przy tym skrypt. Zrobi mu się gorąco. Podejdzie do regulatora klimatyzacji, ale ten wskaże mu dwadzieścia jeden stopni. Wertując strony będzie czytał wyrywkowo swoje własne słowa zapisane w idealnej kolejności, bez pominięć, dokładnie tak, jak je wypowiedział. To nie było ubarwione