rękach. Patrząc na to, co można z niego zrobić, wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby jego skład był trzymany w tajemnicy.
— Hmm — mruknie Marek pod nosem.
Zaczyna się, pomyśli. Sekrety i tajemnice.
— Dobrze — powie — rozumiesz jednak, że trudno mi, a już szczególnie moim słuchaczom, będzie uwierzyć w to wszystko bez namacalnego, niepodważalnego dowodu. Nie mówię tu nawet o maszynie samej w sobie. Meteoryt już jest sensacją. Potrzebuję czegoś więcej, niż tylko twoich słów, aby to zaakceptować.
Adam pokiwa głową.
— Rozumiem — powie — ale meteoryt nie jest dla mnie aż tak ważny. Szczerze mówiąc, cała moja historia, od dzieciństwa po pracę w GenTek i moim prywatnym laboratorium nie jest tutaj istotna. Kiedy zrozumiesz istotę działania maszyny, przestaniesz przejmować się szczegółami. Obiecuję ci, że po tym, jak już wszystko wytłumaczę, będziesz pewny, że mówię prawdę.
Marek nabierze powietrza do płuc.
— Ok — powie. — Trzymam cię za słowo. Przekonaj mnie.
Adam pokiwa głową, a potem na chwilę przymknie oczy i weźmie głęboki wdech.
— Już pierwszy prototyp był obiecujący, ale nie chciałem popadać w przedwczesną euforię. Musiałem to zweryfikować. Na początek zrobiłem kilka prostych testów. Maszyna wykonała je błyskawicznie. Nie popełniała też błędów, co było absurdalne. To już było przełomem, ale oczekiwałem więcej. Zwykłe obliczenia mi nie wystarczały.