uśmiechnie, zamykając przy tym tom.
— Adam położył na początku nagrania grubą książkę na stole — wyjaśni Marek, mówiąc do mikrofonu. — Zastanawiałem się, drodzy słuchacze, co to za tomisko, bo nie ma żadnej okładki. Jeśli to twoje notatki, to chyba opisałeś tam całe swoje życie — zażartuje.
— Prawie trafiłeś — zaśmieje się Adam. — Wracając do historii...
— Tak, przepraszam. Mów dalej. Co stało się na początku roku?
— Byłem zdesperowany. Wszystkie moje prototypy okazały się w najlepszym razie równie dobre, co rozwiązania GenTek. Czułem, że nie mogę się po prostu poddać. Coś mnie ciągnęło do przodu. Maszyna śniła mi się po nocach. Widziałem ją w wyobraźni. Potrzebowałem tylko pomysłu.
Adam utkwi wzrok w notatkach leżących przed nim.
— Pamiętam, że siedziałem w swoim laboratorium — zacznie dalej. — Bawiłem się kamieniem, który dostałem od ojca. Żonglowałem nim chyba z godzinę, wlepiając wzrok w podłogę i rozważając wszystkie możliwości. Te, które już wykorzystałem, które wydawały mi się idiotyczne i te, które były wręcz niemożliwe do wykonania. Nagle, zupełnie znikąd, do głowy wpadła mi kompletnie absurdalna myśl. Pomysł, który był tak szalony, że aż genialny. Spojrzałem na kamień i uśmiechnąłem się sam do siebie. To był materiał, którego jeszcze nie próbowałem wykorzystać.
Marek spojrzy na Adama marszcząc brwi.
— Mówisz poważnie? — zapyta.
— Tak