Zdeterminowani — strona 7 z 36

weźmie głęboki wdech.

— Pochodzę z rodziny naukowców. Moja matka była profesorem biologii, a ojciec geologii na uniwersytecie w Krakowie. Można powiedzieć, że parcie do nauki mam we krwi. Pierwszy prawdziwy kontakt z nią miałem jednak dopiero w wieku kilku lat, gdy dostałem od ojca kamień. Był wielkości piłki do tenisa, ale ledwo mogłem go utrzymać w dłoni. W rzeczywistości był to odłamek meteorytu. Powiedział mi, że sam dostał go od swojego ojca, kiedy był mały. Można powiedzieć, że stanowił taki nasz klejnot rodzinny. Spędziłem wiele nocy rozmyślając nad tym, skąd się wziął na Ziemi. Wyobrażałem sobie, że leci przez otchłań kosmosu mijając kolejne ciała niebieskie. Zastanawiałem się, czy kiedykolwiek był w pobliżu planety, na której istniało życie. Być może minął kiedyś nawet taką, gdzie istniała obca cywilizacja, podobna do naszej. Od tego się właśnie zaczęło. Myślałem o tym, gdzie kończy się wszechświat. Jak tak naprawdę powstał i czy kiedyś zniknie. Zadawałem sobie setki podobnych pytań, ale już jako dziecko wiedziałem, że raczej nie dożyję momentu, kiedy na większość z nich będziemy znali odpowiedzi. Czułem, że urodziłem się za wcześnie i że nie będzie mi dane być świadkiem prawdziwego przełomu. Niczego tak nie pragnąłem, jak dowiedzieć się, co kryje przed nami nauka. W wieku kilkunastu lat ostatecznie przyrzekłem sobie, że poświęcę resztę życia, aby maksymalnie popchnąć naszą wiedzę do przodu. Wiedziałem, że będziemy potrzebowali nagłego przeskoku. Technologii, która rozwiąże większość ludzkich problemów i pozwoli nam skupić się jedynie na nauce.

— I wtedy postanowiłeś