Jacek kręcił z niedowierzaniem głową, a ja kolejny raz wróciłam do domu sama, przeklinając pod nosem cały świat.
W końcu trafiamy wszyscy do środka. Niektórzy stoją pod ścianą. Większość siedzi na ławkach.
Patrzę na wujka Staszka i myślę sobie, że na jego miejscu znalazłabym jakieś małe mieszkanie, chociażby z kimś na spółkę.
Poszukałabym lepszej posady – takiej, gdzie mogłabym awansować chociaż o jedną pozycję, aby mieć motywację do cięższej pracy. Kiedy już bym się urządziła, to wymieniłabym garderobę na coś bardziej eleganckiego, poćwiczyłabym chociaż jakieś pompki czy brzuszki i spróbowała sobie znaleźć miłą kobietę. Kogokolwiek. Potem można byłoby się przenieść do normalnego mieszkania i zacząć planować coś więcej. Pracować nad tym awansem. Nad dojściem do porządnej formy. Nad przyszłością.
Na miejscu Laury spędziłabym urodziny w ciekawszym miejscu. W Wietnamie albo Peru. Poszłabym sobie coś pozwiedzać, zamiast robić tysiąc fotek zniekształconej botoksem twarzy.
Na miejscu Jagody pewnie nie robiłabym nic inaczej. Z naszej rodziny tylko ją uważam za normalną.