zerkał za okno. Nic już nie mówił. Praktycznie na mnie nie patrzył. Nie wiem do końca, czy mu się nie chciało, czy jednak coś go męczyło. Może miał wyrzuty sumienia? Może było mu przykro? Może z wiekiem zaczął rozumieć, w jakiej jestem sytuacji. Że nigdy nie będzie tak, jak było.
Ceremonia się kończy. Rozlega się kolejna pieśń. Tym razem „Czarna Madonna”, którą niektórzy niestety próbują śpiewać.
Większość jednak porusza jedynie ustami, nieumiejętnie naśladując słowa. Ksiądz ze swoim orszakiem rusza środkiem sali w stronę drzwi. Za nim kroczy reszta obsługi z gościem honorowym w olchowej trumnie.
Zbieramy się na nogi — to jest, wszyscy zbierają się oprócz mnie. Ja jestem pchana przez mojego ojca.
Wychodzi na to, że wreszcie kończymy tę imprezę. Nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu. Niestety, zanim to nastąpi, czeka mnie jeszcze najtrudniejszy moment.
Kiedy miałam szesnaście lat, zaczęłam