– dwa lata starszy ode mnie. Wcale to nam nie przeszkadzało. Szybko się z nim zakumplowaliśmy. Kiedy nie musiał pomagać ojcu w pracy, latał z nami po okolicy. Graliśmy w berka – w co zawsze przegrywałam – i w chowanego, w którego wygrywałam, bo od zawsze lubiłam się gdzieś ukrywać.
Jacek był naprawdę fajny. Wydawał mi się przemiły – przynajmniej w porównaniu do innych. Nigdy mi nie dokuczał, nie śmiał się z mojej piegowatej twarzy i nie ciągał za włosy. Kiedy się widzieliśmy, zawsze mówił mi coś przyjemnego, na przykład, że mam ładną sukienkę, że wcale nie biegam tak wolno, jak mówi Michał i że jestem mądrzejsza niż inne dziewczyny. Michałowi też mówił podobne rzeczy. Że jest najlepszym kumplem, rzuca najdalej kamieniami i najszybciej wspina się na drzewa. Taki miał już chyba charakter i bardzo go za to lubiłam.
Schodzą się kolejni goście. Zjeżdżają podróżni. Kolejne ciemne sukienki i kolejne garnitury. Atmosfera robi się coraz mniej znośna.
Patrzę na mojego brata, ale on nie zwraca już na mnie uwagi. Nie patrzy mi w oczy tak, jakby rozumiał, o czym myślę. Robi mi się niedobrze. To chyba przez ten upał.