Sama świadomość, że coś między nimi się działo, była już okrucieństwem, ale słyszeć to, co słyszałam na własne uszy, było zupełnie innym doznaniem. Jej głośne jęki. Jego szybkie sapanie. Tłuczenie ramy łóżka o ścianę. Hałas ten przebijał mój umysł na wylot. Zrobiło mi się gorąco. Miałam ochotę coś krzyknąć, ale byłam zbyt zażenowana. Zbyt upokorzona. Chciałam wstać. Zerwać się z łóżka i wyskoczyć przez okno. Chciałam zrobić cokolwiek, bo nie mogłam tak leżeć w bezruchu i tego wszystkiego słuchać. Błagałam wszystkich, którzy mogli słyszeć moje myśli, by pomogli mi uciec. Bym mogła wyrwać się z tego miejsca albo po prostu zdechnąć.
Podskoczyło mi ciśnienie. Oblał mnie zimny pot. W momencie, kiedy myślałam, że już tego nie wytrzymam, poczułam, jak wskazujący palec mojej prawej ręki zadrgał. Ona jęczała, on sapał, a ja zaczęłam drapać pościel.
Ojciec wjeżdża moim wózkiem na rampę busa, włącza windę, a potem wpycha mnie do środka. Jedziemy z rodzicami za moim bratem. Śledzi nas samochód z Jackiem, jego ojcem i Moniką. Słońce pali mi twarz przez szybę. To jest idealne popołudnie, żeby posiedzieć w ogrodzie w cieniu drzew.
Dojeżdżamy do celu. Zatrzymujemy się na zapełnionym parkingu. Zjeżdżam windą