Siostra — strona 4 z 40

Na miejsce schodzi się coraz więcej nieprzyjemnie znajomych twarzy. Pojawia się w końcu babcia Maria. Ta, która zawsze patrzyła na mnie z góry. Dosłownie i w przenośni. W jej oczach byłam najsłabszym ogniwem. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek próbowała zamienić ze mną chociaż jedno słowo. Może to i dobrze, bo raczej byśmy się nie dogadały.

Dziadka Lucka – jej męża – już z nami nie ma. Zmarł trochę ponad rok temu. Kiedy zsuwali go w trumnie, kątem oka zauważyłam, że babcia uśmiechała się niewyraźnie. Wcale mnie to nie zaskoczyło. Na pewno jej go nie brakowało.

Za babcią kroczy niepewnie wujek Staszek, brat mojej matki. Ten, który się nigdy nie ożenił i nie wyprowadził z rodzinnego domu. Ma na sobie szarą, garniturową marynarkę, której rękawy sięgają mu aż po kciuki. Krawat zwisa poza czarny, popękany pasek ściskający czarne, garniturowe spodnie. Idzie ze wzrokiem utkwionym w chodnik. Nigdy nie widziałam, żeby z kimś rozmawiał. Na świątecznych imprezach siedzi, nie odzywając się nawet słowem.

Czasami, patrząc na niego, zastanawiam się, czy nie ma przypadkiem gorzej ode mnie. Sam jest sobie winien. Na jego miejscu już dawno bym się z tego wyrwała. Znalazłabym jakieś małe, skromne mieszkanie i spróbowała żyć po swojemu. Nawet gdyby nic mu nie wychodziło, to przynajmniej marnowałby życie na własny rachunek.

Babcia podchodzi do nas z zasmuconą miną. Cuchnie