Można też godzinami dywagować, czy do końca życia będzie się sparaliżowanym od stóp do głowy. Wyobrażać sobie, że omija cię cała młodość. Że przez najbliższe kilkadziesiąt lat będziesz zdana wyłącznie na łaskę innych.
To nie są najlepsze myśli na dobranoc.
Tego właśnie zaczęłam się obawiać w drugim tygodniu po upadku. Lekarze przestali już każdego poranka nakłuwać palce u moich nóg. Przestali szczypać mnie po rękach. Przestali zadawać pytania w nadziei, że cokolwiek odpowiem.
Ja skończyłam próbować się poruszyć albo coś powiedzieć.
Leżąc bezwładnie, godzina po godzinie, powoli zamykałam się we własnej głowie.
Zaczęłam marzyć, że w ciągu nocy, we śnie, nagle przestanę oddychać i zupełnie bezboleśnie odejdę w zaświaty. Stało się to moją obsesją.
Najpierw liczyłam godziny, potem dni, a później straciłam już rachubę. To jest wtorek czy środa? Wrzesień czy październik?
Rzadko otwierałam oczy. Wolałam nie widzieć. Na szczęście mogłam jeszcze sama oddychać. Ciężko, ale za to na własny rachunek. Kilka razy, kiedy przerzucali mnie z sali do sali,