Siostra — strona 5 z 40

od niej fałszem, ale tylko ja to wyczuwam. Mówi coś do matki, a ja spoglądam na brata. Ledwo dostrzegam jego zamrożoną minę. Wygląda trochę jak zombie. Twarz ma bielszą od ściany i w ogóle się nie rusza. Przypomina mnie bardziej niż kiedykolwiek. Wyglądamy wręcz identycznie. Spoglądając na niego, znowu marzę, by być na jego miejscu. Jestem pewna, że zwinie się z tej imprezy przede mną.

Za naszym domem rosły stare klony, dęby i jesiony. Pomiędzy nimi, wiecznie ukryte pod warstwą liści, wiły się wąskie ścieżki. Tam, gdzie docierało światło, kwitły dzikie krzewy. Za dzieciaka myślałam, że mieszkaliśmy obok parku, ale później dowiedziałam się, że wszystko to było naszą posiadłością. Przypominało mi to jednak bardziej dziki las niż prywatny ogród. Żeby utrzymać go w minimalnym ładzie, trzeba było wiele pracy, ale ani moja matka, ani mój ojciec nigdy nie chcieli przyłożyć do tego ręki. Za wszystko odpowiadał nasz ogrodnik. Pojawiał się u nas raz w tygodniu, przeważnie w soboty, i na bieżąco usuwał opadłe liście, podlewał krzewy oraz wyrywał chwasty.

Kiedy skończyłam dziesięć lat, zaczął przyjeżdżać razem ze swoim synem – Jackiem. Był o rok starszy od Michała i – jak wychodzi z matematyki, z którą nawet ja sobie radzę