trójkę w czasie.
Kiedy miałam trzynaście lat, marzyłam o tym, by Jacek mnie pocałował. Nie miałam jednak pewności, czy cokolwiek bym wtedy poczuła.
Pierwszy tydzień po upadku myślałam, że zaraz mi przejdzie. Stanę szybko na nogi i wszystko będzie w porządku. Najem się tylko strachu i na przyszłość będę już zawsze uważać na siebie.
Moi rodzice spędzali godziny, tkwiąc nade mną w bezruchu. Patrząc na moje bezwładne ciało.
Robili to bardziej z przymusu niż troski. Tak po prostu wypadało.
Drażniło mnie to niezmiernie, ale nie byłam w stanie zaprotestować. Nie mogłam nic z tym zrobić.
Miałam kontrolę jedynie nad wzrokiem i decydowałam jedynie o tym, na co sobie spojrzę.
W obecności rodziców zazwyczaj udawałam, że śpię.
Są różne rodzaje strachu. Można się bać, wychylając za barierkę balkonu, albo czuć ciarki na plecach, gdy pęka gałąź, na której się stoi.
Można walczyć ze żrącym kwasem w żołądku przed trudnym egzaminem, albo drżeć niekontrolowanie, słuchając wiadomości o śmierci bliskiej osoby.