jesteśmy podobni do siebie bardziej niż myślisz — odpowiedział enigmatycznie.
Miał swoje życie, a ja swoje. Przecinaliśmy się często, ale ja wolałem coraz bardziej spędzać czas razem z wódką. Michał próbował mnie zmienić. Odciągnąć od chlania i zafascynować życiem. Mój charakter na to jednak nie pozwalał. Od zawsze byłem typem samotnika i miałem wewnętrzną potrzebę podążania własną drogą. Czułem, że taka była moja rola na tym świecie.
— Stary — mówił Michał — nawet nie wiesz, jak bardzo marnujesz sobie życie. Uwierz mi, kiedyś będziesz tego żałował. Wiem to z doświadczenia.
Zwykłe pierdolenie — myślałem. — Co on może wiedzieć o zmarnowanym życiu, skoro jego jest idealne?
Nasze drogi powoli się rozchodziły. Malwina piękniała, Michał osiągał kolejne sukcesy, a ja staczałem się na dno. Myślałem, że w końcu sobie to wszystko jakoś poukładam, ale wyszło inaczej.
Pożegnaliśmy się wszyscy wraz z końcem szkoły średniej. Malwina wyjechała studiować prawo w wielkim mieście, Michał postanowił pojechać w podróż dookoła świata, a ja (idąc po linii najmniejszego oporu) zacząłem uczyć się zaocznie grafiki komputerowej w naszym rodzinnym mieście. Powoli staczałem się na dno i pewnie spędziłbym tam resztę życia, gdybym po latach nie spotkał przypadkiem Michała.
Staję przed stolikiem. Przez moment nie mogę nic z siebie wykrztusić.
— Siema — mamroczę pod nosem. — Poznajesz mnie?
Co