zajęciach pozalekcyjnych, na których musieliśmy czasami współpracować. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Na początku tylko w szkole, a z czasem również po. Miałem do niej neutralne nastawienie, ale to wystarczyło, by zdobyć jej sympatię. Malwina polubiła mnie, ale ja byłem zbyt głupi albo rozkojarzony, żeby to zauważyć. Widziałem, że przy każdym spotkaniu promienieje, ale sądziłem, że chodziło po prostu o towarzystwo, którego jej brakowało. Nie rozumiałem, że zmieniała się tak przeze mnie.
W drugiej klasie okazało się, że Malwina była jedną z tych osób, które w czasie dorastania całkowicie się zmieniają. Jak brzydkie kaczątko, powoli przeistaczała sie w pięknego łabędzia. Pod koniec szkoły, idąc korytarzem, przyciągała wzrok większości chłopaków. Wizualnie stała się zupełnie inną osobą, ale wewnątrz pozostałą cichą, nieśmiałą brzydulą.
Kiedy przyszedł czas studniówki, odrzucała wszystkie zaproszenia, dając kosza po kolei prawie wszystkich chłopakom z naszej klasy. Czekała na mnie, ale ja wciąż jeszcze nie zmądrzałem. W końcu sama mnie zaprosiła. Niestety, ja już byłem zaprzyjaźniony za mocno z wódką. Nie miałem w ogóle w planach pojawiać się na tej durnej imprezie. Uważałem, że to było poniżej mojej godności. Sądziłem, że jestem lepszy, ale myliłem się, i to bardzo. To była pierwsza z wielu życiowych porażek, które zaprowadziły mnie ostatecznie na krawędź mostu.
Historia Malwiny wróciła do mnie niespodziewanie. Uczepiła się mnie jak rzep, nie dając spokoju ani za dnia, ani w nocy. Stała się moją obsesją. Za każdym razem, kiedy przed