patrzy na mnie podejrzliwie. Mam ochotę zapytać, o co jej chodzi, ale nie chcę tego robić w obecności Malwiny. Boję się, że może zdradzić mój sekret. Mam wrażenie, że się wszystkiego już domyśliła.
Wracam do pokoju i siadam obok Marceliny. Ocieram łzy z jej policzków. Pytam, co by chciała zjeść.
— Gofra — odpowiada, wlepiając we mnie swoje wielkie oczy.
Malwina ukrywa się w łazience. Warczy głośno pod nosem, ale nie jestem w stanie zdekodować jej przekleństw.
— Kiedy wróci tata? — pyta mnie mała.
Całuję ją w czoło i odpowiadam, że musi jeszcze na to trochę poczekać.
Wziąłem głęboki, łapczywy wdech, jakbym wynurzył się nagle z wody. W mojej głowie panował niszczycielski huragan. Przed oczami nadal miałem obraz błękitnego nieba i zarys mostu, oddalającego się ode mnie w zabójczym tempie. Całe życie migało jak stroboskop wewnątrz mojego umysłu. Dzieciństwo, szkoła, Malwina i Michał. Beznadziejne życie prowadzone na kanapie przed telewizorem. Wszystkie błędy i pomyłki. Niewykorzystane szanse. Zmarnowane chwile.
BUM - nagle silne uderzenie, które wyciska z płuc zaległe w nich powietrze.
Oddycham głośno, świszcząc lekko nosem. Cały jestem mokry od potu. Sypialnia skąpana jest w półmroku. Światła latarni przebijają się niemrawo przez zaciągnięte plisy. To nie jest mój pokój. Nie jestem u siebie. Spoglądam na bok, na zastygłe w bezruchu ciało Malwiny.