Ziterowani — strona 6 z 40

sposób, próbując przykryć tym zażenowanie.

Marcelina ryczy. Nawet nie płacze, tylko dostaje spazmów. Wszystko przez to, że nie chce zjeść kolacji. Jedzenie jest obrzydliwe — to po pierwsze, a po drugie boli ją brzuch. Mówiłem już Malwinie trzy razy, żeby dała spokój i przestała ją zmuszać.

— Jak jej odpuścisz, to będzie tak zawsze — tłumaczy mi rozdrażnionym tonem. — Słyszałeś, co mówiła behawiorystka.

W sumie to za bardzo nie słuchałem, ale się nie kłócę. Chcę tylko, żeby ta awantura już się skończyła. Obojętnie mi z jakim rezultatem.

— Nie chcę jeść! — krzyczy Marcelina. Przez moment nasze spojrzenia się przecinają. Córka na chwilę milknie i wpatruje się we mnie, jakby mogła czytać mi w myślach. Potem spogląda na talerz z tęczowymi pulpecikami i zaczyna powoli jeść.

— Widzisz — szepcze mi do ucha Malwina. — Nie można ustąpić.

Kiwam głową, a potem zaszywam się w łazience. Nie wyjdę z niej przez kolejne dwadzieścia minut. Spędzę je na oglądaniu głupot w telefonie. Potem razem z Malwiną będziemy układać Marcelinę do snu, co zajmie pewnie z pół godziny. Później sami pójdziemy do łóżka i zakończymy ten dzień na spokojnie, bo za nic na świecie nie chcemy ryzykować obudzeniem Marceliny.

Kładę się na plecach i wlepiam wzrok w sufit, ledwo widoczny w półmroku. Myślę o życiu. O nadchodzącym dniu i kolejnych tygodniach. O przyszłości, z którą nie czuję żadnego związku. W tyle głowy kotłuje mi się nieprzyjemna